Przejdź do treści

#WojennyDzień - Witold Pilecki z dwoma współwięźniami podejmuje udaną ucieczkę z Auschwitz

26/04/2021 - 16:05
#WojennyDzień - Witold Pilecki z dwoma współwięźniami podejmuje udaną ucieczkę z Auschwitz

Dzisiaj przypada 78. rocznica ucieczki por. Witolda Pileckiego (1901-1948) z KL Auschwitz. W piekle obozu spędził 947 dni budując tam siatkę konspiracyjną i dokumentując niemieckie zbrodnie. W dniu 19 września 1940 r. podczas niemieckiej łapanki w Warszawie, celowo dał się schwytać. Niemcy oznaczyli go w Auschwitz numerem 4859. Został aresztowany jako Tomasz Serafiński i pod takim nazwiskiem przebywał w obozie. Misja Pileckiego zakładała w pierwszej kolejności zdobycie i przekazanie przełożonym informacji o warunkach panujących w obozie oraz o popełnianych w nim niemieckich zbrodniach. Następnie założył siatkę konspiracyjną i zorganizował łączność ze strukturami Polskiego Państwa Podziemnego.

W nocy z 26 na 27 kwietnia 1943 r. Pilecki wraz z dwoma współwięźniami, Janem Redzejem i Edwardem Ciesielskim, podjął udaną próbę ucieczki z obozu. Na tę decyzję wpłynęło zagrożenie zdekonspirowania oraz jego głębokie przeświadczenie o konieczności przedostania się do Warszawy, aby w Komendzie Głównej AK zabiegać o zgodę na wszczęcie walki w celu oswobodzenia więźniów KL Auschwitz.

Samą ucieczkę Rotmistrz opisał w następujący sposób:

Wykorzystaliśmy nastrój świąt Wielkanocnych w obozie i mniejszą czujność fetujących władz. W wielką sobotę – udając chorego – przeniosłem się na „krankenbau” - na blok tyfusowy. Pierwszego dnia świąt „byłem chory”, gdyż piekarnia nie pracowała. Drugiego dnia świąt - musiałem wyjść ze szpitala, gdyż piekarnia zaczynała pracę. „Dowcip” - polegał na tym, żeby wbrew przepisom lagrowym wyrzucili mnie na inny blok i żeby tym blokiem był 15-sty, gdzie mieścili się piekarze, żeby mnie wbrew przepisom szpitalnym w ogóle po dwóch dniach wyrzucili z bloku tyfusowego, skąd nie wolno było wyjść bez kwarantanny i żeby mnie – zdrowego już – nie widział nikt, w czasie gdy „robiłem się” piekarzem. Blokowy myślał, że przychodzimy jako nowi piekarze do nowopowstającej piekarni. W miasteczku rozdzieliliśmy się na dwie grupy, 2 więźniów i 2 esesmanów idzie do małej piekarni, a my 6-ciu z 2 esesmanami poszliśmy do wielkiej. Pracowaliśmy ciężko. Gorąco z pieców wypędzało z nas setne już poty. Drzwi były zamknięte, nie mogliśmy być pewni, że po usunięciu wszystkich przeszkód - na pewno się otworzą – bo jeden zaczep był od zewnątrz. Musiały zajść szczęśliwe zbiegi okoliczności, by drogi przebiegających w różnych kierunkach piekarzy, a krzyżujące się ze śladami łażącego z kąta w kąt żołnierza – w rezultacie dały taki moment, gdy żadne oko na drzwi nie było skierowane, i jednocześnie musiało to się zbiec z momentem, kiedy my trzej byliśmy w pobliżu drzwi i mogliśmy nieznacznie zrobić skok po ubrania. Możliwości wyjścia z minuty na minutę się zwiększały, to znów malały – napięcie nerwów potęgowało się i słabło. Nareszcie moment odpowiedni. Podbiegam do 81, jednocześnie 82 przymyka na chwilę inne drzwi, naciskamy szybko na właściwe drzwi, wreszcie rozwarły się przed nami! Skok i pęd z ubraniem pod pachą. W towarzystwie 81 i 82 opuściłem obóz w Oświęcimiu w nocy z 26 na 27 kwietnia 1943. Byłem w tym piekle 947 dni i tyleż nocy. Trudno opisać piękno marszu tej pierwszej nocy i paru dni następnych. Po kłopotliwym przebrnięciu granicy Gubernatorstwa, zagłębiliśmy się w lasy Puszczy Niepołomickiej. Dnia 1 maja byłem z kolegami u celu.