Przejdź do treści

Zofia Kossak | #M2WSwirtualnie

27/03/2020 - 09:53
Zofia Kossak-Szczucka, 1933, fot. Wikipedia

W ramach akcji #M2WSwirtualnie prezentujemy tekst autorstwa dr. Tomasza Szturo, zastępcy dyrektora Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku. Tym razem artykuł poświęcony jest Zofii Kossak - współzałożycielce Rady Pomocy Żydom Żegota.

To dziwne, że na podstawie powieści Zofii Kossak nie powstał żaden film. Jeszcze dziwniejsze, że nie powstał film o Zofii Kossak. A była postacią niepospolitą, barwną i głęboką jak jej pisarstwo. Życie jej było bogate, intensywne, ale i trudne. Zaznała Zofia Kossak wiele, bardzo wiele – miłości, splendorów, czołobitnych hołdów, ale i zawiści, potwarzy i mnóstwa cierpień. Doświadczyła najstraszliwszych katastrof XX wieku: rewolucji bolszewickiej i II wojny światowej. Przeżyła utratę męża i synów, sama przeszła przez tortury, kilkakrotnie ocierała się o śmierć. I zawsze przyjmowała postawę jednoznaczną. Postawę niezgody na zło.

Zofia Kossak przyszła na świat w sierpniu 1889 r. w Kośminie na Lubelszczyźnie. Pochodziła z bardzo artystycznej rodziny, mocno zakorzenionej w polskiej kulturze. Jej dziadkiem był słynny malarz Juliusz Kossak, a kuzynkami – Magdalena Samozwaniec i Maria Pawlikowska-Jasnorzewska. Jednak jako dorosłe literatki Zofia i jej kuzynki nie przepadały za sobą – różnica wrażliwości i literackiego temperamentu. Dorastała Zofia w tradycji ziemiańsko-patriotycznej, otoczona sztuką i historią. Już jako kilkunastoletnia dziewczyna pracowała jako nauczycielka. Później studiowała malarstwo (na warszawskiej ASP) i rysunek (w École des Beaux-Arts w Genewie). W 1915 r. Wyszła za mąż za Stefana Szczuckiego, z którym zamieszkała na Wołyniu. Tam w roku 1917 doświadczyła bestialstw uwolnionych rewolucją bolszewicką, które staną się kanwą jej literackiego debiutu, Pożogi (1922). Powieść okazała się ogromnym sukcesem, została przełożona na wiele języków w tym japoński. W obliczu kolejnych okropieństw rodzina Szczuckich przeniosła się do Lwowa, gdzie w 1921 r. umarł Stefan. Po śmierci męża Zofia zamieszkała w majątku rodziców na Śląsku Cieszyńskim. Tam poznała majora wojska polskiego, Zygmunta Szatkowskiego, który już od kilku lat był w niej zakochany. W roku 1925 wyszła za niego za mąż.


Począwszy od swojego debiutu Zofia Kossak umiała trafić do czytelników, jej powieści cieszyły się ogromną popularnością, choć wzniecały też ferment – historycznym autentyzmem i nierzadko srogimi ocenami. Ich autorka cieszyła się dużym autorytetem, potwierdzonym najwyższymi laurami. Była też Kossak aktywną uczestniczką debaty publicznej, a jej publicystyce do dziś próbuje się przypisywać treści antysemickie. Tego typu oskarżenia, w kontekście postawy, jaką pisarka przyjęła w obliczu holocaustu, są co najmniej niestosowne. Owszem, Zofia Kossak pisała o napięciach w relacjach polsko-żydowskich, wskazywała rozmaite problemy i punkty zapalne, przy czym zajmowała stanowisko wyłącznie z punkt widzenia polskiej racji stanu. Niemniej nazywanie tego antysemityzmem jest nadużyciem i zamazaniem kontekstu historycznego. Inna jeszcze rzecz, że instytut Jad Waszem w Jerozolimie uhonorował ją pośmiertnie (w 1982 r.) medalem „Sprawiedliwej wśród narodów świata”.


Z początkiem okupacji książki Zofii Kossak trafiły na listę „szkodliwej i niepożądanej literatury antyniemieckiej”, ogłoszonej przez Główny Oddział Propagandy Generalnej Guberni. Ona sama była ścigana przez Gestapo. Mimo to Zofia Kossak cały czas działała. Współtworzyła Front Odrodzenia Polski,  publikowała w konspiracyjnej prasie, angażowała się w pomoc Żydom, organizowała i wspierała ich ewakuację z getta. W sierpniu 1942 r opublikowała głośny Protest, akt bezprzykładnej odwagi. Bodaj pierwszy w całej okupowanej Europie, głos sprzeciwu wobec Zagłady i wezwanie do solidaryzm z ofiarami: „Kto milczy w obliczu mordu – staje się wspólnikiem mordercy. Kto nie potępia – ten przywala”. Jesienią tego samego roku, wespół z Wandą Krahelską, założyła Komisję Pomocy Społecznej dla Ludności Żydowskiej, która wkrótce przekształciła się w Radę Pomocy Żydom, czyli słynną „Żegotę”. Kryptonim organizacji zaczerpnęła Kossak z III cz. Mickiewiczowskich Dziadów (od Konrada Żegoty). Niemal równo rok później Zofia Kossak została aresztowana przez gestapo. „Wpadła” przez przypadek, patrolujący ulice żandarmi zwrócili uwagę na jej „żydowski wygląd” (efekt wychudzenia i przemęczenia), a  po wylegitymowaniu okazało się, że kenkarta, którą Kossak się posługiwała była sfałszowana. Trafiła na Pawiak, poddana ciężkim torturom nikogo nie zdekonspirowała, ani nie wyjawiła prawdziwej tożsamości. Jako Zofia Śliwińska została wysłana do Auschwitz, gdzie pół roku wcześniej zmarł jej syn. Swoje przeżycia z obozu koncentracyjnego opisze później w książce Z otchłani. W obozie zarażona tyfusem plamistym była bliska śmierci, a w jej ocaleniu jest jakaś ironia. Otóż Niemcy ustalili prawdziwą tożsamość Zofii Kossak i postanowili ją wyleczyć, żeby ponownie przesłać na Pawiak, poddać gruntownemu przesłuchaniu i stracić. Tym razem uratowała ją łapówka Delegatury Rządu RP na kraj. Po wojnie, w realiach tężejącego stalinizmu dalej się ukrywała. Znalazł ją Jakub Berman, jeden hierarchów nowego reżimu, postać osławiona i złowroga. I tu wydarzyła się kolejna w życiu Kossak rzecz niezwykła, Berman zaoferował jej pomoc. Zaproponował wyjazd do Anglii, by w ten sposób spłacić dług za ocalenie krewnych z Holocaustu. 

Emigracja źle przyjęła Zofię Kossak. Pisarka była szkalowana, pomawiana o współpracę ze stalinowską aparaturą (miała być osobistą asystentką Bieruta), poddana ostracyzmowi. Władze PRL odebrały jej obywatelstwo, a książki objęły cenzurą. Tymczasem na Zachodzie twórczość Kossak cieszyła się popularnością, jej powieść Bez oręża zyskała nawet status książki miesiąca w USA. Ale pisarka nie upijała się splendorami. W 1947 r. wraz z mężem, osiadła na farmie w Kornwalii, gdzie przez 10 lat pracę literacką łączyła z hodowlą krów i owiec. Był to trudny i wyczerpujący okres w jej życiu. Po odwilży stalinowskiej władze PRL cofnęły nałożone na Kossak restrykcje. Pisarka wróciła do kraju i osiadła w rodzinnych Górkach Wielkich na Śląsku Cieszyńskim. W roku 1966 nawet została uhonorowana przez władze nagrodą, której jednak nie przyjęła w proteście przeciw polityce wymierzonej w obchody millenium chrztu Polski.

Była Zofia Kossak pisarką płodną i docenioną. Spod jej pióra wyszło blisko 50 tytułów, głównie dużych powieści historycznych, a każda z książek jest ważna, mądra, literacko wytrawna. Porównywano Kossak z Sienkiewiczem i Kraszewskim, co wydaje się tylko w połowie trafione. Jeśli idzie o analogię do Sienkiewicza, to owszem, ten sam epicki rozmach, ta sama swada narracyjna i przepyszna panorama historyczna. Ale tomiszcza Kraszewskiego nie wytrzymały próby czasu, okazały się archaiczne i bez wdzięku, podczas gdy powieści Kossak łączą tradycję ze świeżością. Ich struktury fabularne są nowoczesne i dynamiczne. Światy przedstawione – plastyczne, postaci – krwiste. Ale powieści Zofii Kossak to nie tylko imponujące freski historyczne, to też wnikliwe portrety psychologiczne, to filozoficzny dystans, a przede wszystkim refleksja teologiczna. Wyłania się z nich uniwersalny, pogłębiony obraz świata, historii i człowieka. Wiele z nich wywoływało reperkusje, wstrząsało swoją bezkompromisowością i obiektywizmem, obnażało często trudną i mroczną prawdę. Nie wahała się bowiem Kossak odsłaniać zła, portretować grozę i bestialstwo, którymi człowiek wypełnił dzieje. Doskonale to widać w Krzyżowcach, gdzie najszlachetniejsze pobudki duchowe i poświęcenie mieszają się z fanatyzmem i politykierstwem. W Królu trędowatym, w którym świętość i ofiara sąsiadują z zepsuciem i kłamstwem. W Bez oręża, gdzie wiara staje się żerowiskiem dla odrażającej chciwości. Ale wszędzie tam nad odmętami bestialstwa góruje szlachetność wpatrzona w Boga, wszędzie tam czuć tchnienie Boga.

Będąc osobą głęboko wierzącą potrafiła Zofia Kossak pokazać dzieje Kościoła i chrześcijaństwa bez idealistycznych uproszczeń, nie pomijając kart trudnych i plugawych. Ale to w chrześcijaństwie widziała wyznacznik naszej tożsamości i metafizycznego ładu. Była też Kossak wrażliwa na ludowość z jej wyobraźnią i wierzeniami. Stąd obecność w jej prozie widm, dziwostworów i przedchrześcijańskich bóstw, a świat duchów harmonijnie przenika się ze światem ludzi.

Zofia Kossak odeszła w roku 1968, a odchodząc miała prawo powiedzieć słowami, którymi zakończyła powieść Przymierze: „Umrę, a żyć będę… Umrę, ale oczy moje zobaczą Pana mojego…” Bo „czyż może z Nieśmiertelnego pochodzić śmiertelne?”