Przejdź do treści

Wykład prof. G. Berendta - Cena poświęcenia. Polacy ratujący Żydów pod okupacją niemiecko-nazistowską

24/03/2020 - 10:10


Niemieccy naziści wyznaczyli obszar okupowanej Polski na miejsce realizacji zbrodni, którą dziś nazywamy Holocaustem, Shoah albo po polsku Zagładą. Zdali sobie sprawą, że nie uda im się zrealizować swojego zamiaru bez zastosowania specjalnych działań nacelowanych na ponad 31,5 mln miejscowych chrześcijan. Podstawowymi narzędziami wykonywania polityki okupantów były terror i moralna deprawacja. Zastosowali je także w akcji wyniszczania Żydów.

Niemcy zorientowali się, że mimo zakazów i kar wprowadzanych od jesieni 1939 r. dziesiątki tysięcy chrześcijańskich obywateli II RP nadal utrzymywało kontakt z Żydami i dzięki temu, ci mogli przedłużać swoją egzystencję, chociaż okupanci skazali większość z nich de facto na powolną śmierć, ustalając głodowe racje żywnościowe.

Przypuszczalnie to właśnie konstatacja, że na terenie, gdzie mieszkała podstawowa część polskich Żydów, tj. w Generalnym Gubernatorstwie, uzyskują oni pomoc od chrześcijan, stała za wydawaniem przez szefa administracji GG Hansa Franka przepisów, zgodnie z którymi za niedozwoloną przez Niemców pomoc Żydom groziła kara, do kary śmierci włącznie.  To samo groziło za niepoinformowanie o Żydach przebywających w niedozwolonych miejscach i  niesieniu im pomocy. Z drugiej strony wprowadzono system nagród za donoszenie na Żydów i ich ratowników oraz wydawanie ich w ręce władz okupacyjnych. Niemcy tropili  ustanowione przez siebie „przestępstwo” pomocy Żydom do ostatnich dni okupacji. Na podstawie rozporządzeń karali za nie tylko w GG, które w okresie głównej akcji eksterminacyjnej obejmowało około połowy przedwojennego terytorium Polski. Natomiast na obszarach wchodzących w skład innych jednostek administracyjnych podstawą represji były decyzje wydawane przez niemieckich urzędników i funkcjonariuszy niższych szczebli.

Wraz z atakiem na Związek Sowiecki 22 czerwca 1941 r. podwładni Adolfa Hitlera przystąpili do systematycznego unicestwiania Żydów środkami bezpośrednimi, mordując ich w masowych egzekucjach polowych i komorach gazowych. Proces ludobójstwa rozciągnęli w czasie, co dało ofiarom możliwość zrozumienia, co jest ostatecznym celem nazistów w stosunku do narodu żydowskiego i podjęcia prób ratowania życia. Te próby okazały się skuteczne przy spełnieniu jednego zasadniczego warunku - musiano uzyskać pomoc od ludzi, którzy nie byli Żydami.

Dnia 24 marca 1944 r. grupa niemieckich żandarmów i pozostających na ich rozkazach tzw. granatowych policjantów dokonała przeszukania w domu Józefa i Wiktorii Ulmów, gdzie przebywało wtedy również sześcioro ich dzieci i 8 Żydów z rodzin Didner, Goldman i Grünfeld. Przypuszcza się, że rewizja nastąpiła w wyniku donosu. Tożsamość donosiciela nie jest pewna. Odnaleziono Żydów. Niemcy na miejscu zamordowali ich i całą rodzinę Ulmów. Kilkoro sąsiadów zmuszono, aby byli świadkami tej zbrodni. Sprowadzono ich nie tylko po to, aby pogrzebali zwłoki, było jasne, że za ich sprawą przebieg zdarzenia miał stać się znany innym mieszkańcom Markowej oraz okolicznych wsi i odstraszyć od pomagania Żydom. Ale niemiecki zamiar nie dał pełnego rezultatu, ponieważ w kilku domach w Markowej nadal aż do wkroczenia Armii Czerwonej, Polacy przechowywali 21 innych Żydów, ratując im życie.

Funkcjonariusze okupacyjnych służb policyjnych tropili Żydów i pomagających im ludzi z wyjątkową determinacją. Aby zdobyć informacje używali przekupstwa, tortur i agentów przeczesujących teren.
Każda osoba, udzielająca pomocy, zdawała sobie sprawę, że naraża na śmiertelne niebezpieczeństwo siebie i bliskich. Mimo tego przedstawiciele wszystkich warstw społecznych, wszystkich stanów, w tym osoby duchowne,  podejmowali to ryzyko. Znamy z nazwiska około 10 tys. z nich. Dziesiątki tysięcy innych pozostaną bezimiennymi, dlatego że albo pozostali dla ratowanych anonimowi, albo ratowani nie podali w relacjach ich danych osobowych. A dziś i jedni i drudzy nie żyją.

Agendy Państwa Polskiego w okupowanym kraju i na uchodźstwie informowały świat o zbrodniach dokonywanych na Żydach, potępiały je i przestrzegały obywateli przed wikłaniem się w niemiecką polityką antyżydowską. Niestety nie dawało to pełnego skutku. Tysiące obywateli złamało polskie prawo i działało wbrew woli władz RP, również w kontekście prześladowania Żydów. Natomiast za zgodą polskich władz państwowych i przy ich wsparciu funkcjonowała od grudnia 1942 do lutego 1945 Rada Pomocy Żydom, która wsparła w walce o przetrwanie co najmniej kilka tysięcy osób. RPŻ jako agenda rządowa nie miała odpowiednika w żadnym innym państwie okupowanym przez Trzecią Rzeszę. Część zdrajców prześladujących Żydów i ratujących zginęła z ręki żołnierzy polskich formacji antyniemieckich.

Znamy nazwiska kilkuset osób, które za pomoc Żydom zostały zamordowane lub osadzone w więzieniach i obozach, gdzie niejednokrotnie straciły życie. Rodzina Ulmów stała się symbolem ich poświęcenia i dramatu. Ale nie można zapominać, że mimo nagłaśniania represji przez Niemców, mimo celowego mordowania bohaterów na oczach współobywateli, tysiące innych osób niezmordowanie, skutecznie nadal pomagało. Były one skuteczne nie tylko dlatego, że tak dobrze konspirowały swoją pomocową aktywność, lecz także dlatego, że tysiące ludzi, chociaż nie miały tyle odwagi, aby czynnie pomagać, miały odwagę narażać się na karę, nie informując Niemców o znanych im faktach pomocy. Także dzięki temu, skutecznie mogli uratować 39 osób Jarosława i Izydor Wołosiańscy z Drohobycza. Nie raz groziła im dekonspiracja, ale polscy i ukraińscy sąsiedzi osłonili ich kurtyną dyskrecji. Takich sytuacji były tysiące.

Co najmniej kilkadziesiąt tysięcy polskich Żydów doczekało na terenie okupowanej Polski wyzwolenia od niemieckiego terroru dzięki kilkudziesięciu tysiącom chrześcijan, działających głównie indywidualnie, prywatnie, poza gettami i obozami koncentracyjnymi. 24 marca jest dniem, gdy czcimy pamięć bohaterów, bo naszym obowiązkiem jest pamiętać o wszystkich aspektach przeszłości, ale afirmować tylko to, co na to zasługuje.