Przesunięcie wartowni nr 1

Przesunięcie Wartowni nr 1. Ze zbiorów Muzeum II Wojny Światowej

Wartownia nr 1 w czasie walk o półwysep była kluczowym punktem obrony. Ogień prowadzony ze schronu w piwnicy i z okien w części naziemnej, uniemożliwiał Niemcom przedostanie się od strony nasady półwyspu czy kanału portowego do centralnej jego części. Bryła budynku, choć rażona odłamkami pocisków i kulami pozostała nieuszkodzona. Choć budynek przetrwał wojnę, w latach 60. PRL-owskie władze chciały wysadzić go w powietrze.

O planach wysadzenia wartowni dowiedzieli się działacze gdańskiego Towarzystwa Opieki nad Zabytkami.

Wspomina to Andrzej Januszajtis: "Wiosną 1966 roku skontaktował się z nami bosman gdańskiego portu Talaga (...) z apelem o ratowanie Wartowni nr 1 na Westerplatte (...). Jak się dowiedzieliśmy, w związku z poszerzaniem kanału portowego przeprowadzono tor kolejowy dokładnie przez wartownię, która ma być wysadzona w powietrze. Bosman opóźniał eksplozję pod pretekstem, że zagrozi ruchowi statków, ale to już nie skutkowało".

Członkowie towarzystwa nie mieli wątpliwości, że wartownię, której nie udało się zniszczyć Niemcom, trzeba uratować. Jedynym sposobem było jej... przesunięcie.

Wśród działaczy Towarzystwa Opieki nad Zabytkami był inż. Aleksander Ślusarz, który opracował projekt przesunięcia wartowni oraz był organizatorem i kierownikiem robót.

Inż. Ślusarz obiecał uratowanie wartowni w czynie społecznym weteranom - westerplatczykom. Kiedy udało się uzyskać wszelkie potrzebne pozwolenia i zgody, zaczęły się prace przygotowawcze. W ziemi wokół wartowni znajdowało się mnóstwo pocisków, granatów i zapalników. W ich usuwaniu przez pewien czas pomagali saperzy. Młodzież szkolna wiadrami wybierała ziemię wewnątrz wartowni.

To była niezwykle trudna operacja, chyba pierwsza na świecie polegająca na przesunięciu obiektu wraz z fundamentami i piwniczką, pełniącą funkcję bunkra. Dodatkowym utrudnieniem było to, że ściany piwniczki były solidne, miały około 40 cm grubości. Budynek trzeba było najpierw wykopać i zrobić koryto.

Ważąca 400 ton wartownia została podwieszona na ramach znajdujących się na stalowych wózkach. Poruszały się one po torach. Do przesuwania budynku użyto wciągarki - w ciągu kilkudziesięciu minut wartownia przejechała 78 metrów, na swoje nowe miejsce. Operacja odbyła się 7 marca 1967 roku.

Swoje zaangażowanie w uratowanie wartowni inż. Aleksander Ślusarz przypłacił utratą pracy i kilkoma latami spędzonymi w więzieniu.