Przejdź do treści

Kawaleria przeciw czołgom – kłamstwo, które stało się mitem | #M2WSwirtualnie

29/04/2020 - 08:38
Płk Kazimierz Mastalerz

Kto rozpropagował kłamstwo o szarżach polskiej kawalerii na niemieckie czołgi? Dziś w ramach naszego cyklu #WirtualnePorankizHistorią opowiemy o fałszywej historii, która na skutek rozpowszechniania przez niemiecką propagandę urosła do rangi mitu. Poniżej znajdziecie tekst dotyczący dzisiejszego tematu oraz kartę z zadaniami. Zachęcamy do zapoznania się z materiałem oraz spędzania czasu z #M2WSwirtualnie!

„Najgłupszy nawet dowódca szwadronu nie zarządziłby szarży na czołgi…” – te słowa płk. Zbigniewa Załuskiego (szkoda, że powojenne jego losy potoczyły się w stronę współpracy z komunistami) stały się odpowiedzią na propagandowe kłamstwo Niemców o polskich ułanach rzekomo atakujących niemieckie czołgi z szablami w dłoni. Dziś chcemy wam opowiedzieć o kłamstwie, które urosło do rangi mitu.

We wrześniu 1939 roku Polska wystawiła do walki ok. 900 tysięcy żołnierzy. Wśród nich także  kawalerzystów. Dystyngowany ułan na koniu, z szablą przytroczoną do siodła (pod lewą tybinką) prezentował się wspaniale. Oczywiście Kawaleria miała na wyposażeniu także inną broń: pancerną, przeciwlotniczą, karabiny ręczne i maszynowe. Wojsko Polskie dzielnie przeciwstawiło się najeźdźcy. Nic zatem dziwnego, że Niemcy wykorzystali każdą okazję, by odwagę polskich żołnierzy zdyskredytować. Propagandzie Goebbelsa zależało na pokazaniu przewagi armii niemieckiej nad polską. Ta miała być tak słaba i zacofana, że musiała używać ułanów z szablami i lancami przeciw niemieckim czołgom. 

Samym Niemcom w spreparowaniu tego kłamstwa pomógł opis bitwy pod Krojantami w dniu 1 września 1939. Opis zmyślony przez korespondenta włoskiej gazety „Corriere della Sera”, Indro Montanellego. Opisał bitwę, której nie widział, a zmyślił jej przebieg w sumie w dobrej wierze (jak możemy przypuszczać), chcąc pokazać odwagę polskich ułanów. Dziennikarz miał opisywać dla Włochów chlubne zwycięstwa ich niemieckich sojuszników w Polsce. Przywieziony na miejsce bitwy samochodem Wehrmachtu, zobaczył padłe konie, wiele krwi, polskich szabli w pobliżu niemieckich pojazdów pancernych. Niemieccy oficerowie opowiedzieli Montanellemu, jak „wyglądała” bitwa. Oczywiście opowiedzieli mu swoją, całkiem niemal nieprawdziwą wersję. 

W rzeczywistości sama bitwa wyglądała tak: 1 września późnym popołudniem pod Krojantami, opodal Chojnic, 18. Pułk Ułanów Pomorskiej Brygady Kawalerii pod dowództwem płk. Kazimierza Mastalerza szarżował na niemiecką piechotę 76. Pułku płk. Hansa Gollnicka. W czasie szarży na ok. 800 niemieckich żołnierzy piechoty, polscy ułani (ok. 250) zostali zaatakowani przez niemieckie transportery opancerzone i czołgi stojące w lesie, które ostrzelały ich ogniem karabinów maszynowych. Będącym w pełnym galopie ułanom trudno było zatrzymać swe konie, czy odbić w bok (to udało się jadącym z tyłu). Pierwsze szeregi z płk. Mastalerzem na czele zostały zmiecione przez ciężką artylerię. Nikt nie szarżował na czołgi z szablami ani tym bardziej lancami, które były wycofane z użycia w boju w połowie lat 30-tych XX w. (używano ich tylko w czasie uroczystych parad).

Opowieść włoskiego dziennikarza została podchwycona przez propagandę niemiecką. 13 września wydrukował ją magazyn „Der Wehrmacht”, a Goebbels nakazał umieścić ją w filmie dokumentalnym „Feldzug in Polen” oraz w filmie „Kampfgeschwader Lützow”, które miały udowadniać głupotę i nieracjonalność Polaków. 

Prawda jest taka, że z kilkunastu kawaleryjskich szarż w pierwszym miesiącu wojny żadna nie była prowadzona przeciw pojazdom opancerzonym. Niemniej kłamstwo to przeniknęło do świadomości i wyobraźni wielu i pisano o nim na łamach różnych czasopism i pamiętników. Nie tylko zresztą Niemcy ulegli propagandzie. Po wojnie także polscy komuniści, z bardzo podobnych do niemieckich, powodów często sięgali po to łgarstwo, podkreślając wstecznictwo (jak się wówczas mówiło) sanacyjnego rządu II RP. Również ówcześni polscy twórcy podpisywali się pod propagandą. Andrzej Wajda na przykład w swoim filmie „Lotna” z 1959 r. umieścił scenę ataku polskich ułanów na ogromne czołgi niemieckie (w filmie ich rolę grały sowieckie czołgi T-34). Jest to przykład ewidentnego podjęcia goebbelsowskiego kłamstwa dla realizacji swoich celów, przypodobania się władzy lub, co gorsza, z powodu dania wiary niemieckiej propagandzie.

Mit, o którym mówimy, bardzo głęboko zakorzenił się w świadomości wielu ludzi w Polsce i na świecie, mimo, że buduje absurdalny i nielogiczny stereotyp. Bardzo trudno go wykorzenić. Musimy jednak to robić, bo naszym zadaniem jest opowiadać historię taką, jaka wydarzyła się naprawdę.

Karta zadań dostępna > > > TUTAJ
Rozwiązanie zadań > > > TUTAJ