#ŻycieWCzasieWojny - Święta Bożego Narodzenia żołnierzy na obczyźnie, więźniów obozów i jeńców — Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku

Przejdź do treści
MIIWŚ
  • Wystawa główna10:00 - 18:00
  • Kasy muzeum9:30 - 17:00
  • Czytelnia12:00 - 18:30
Westerplatte
  • Wystawa w ElektrowniDzisiaj zamknięte
  • Kasy muzeumDzisiaj zamknięte
  • Centrum Obsługi Zwiedzających10:00 - 16:00

#ŻycieWCzasieWojny - Święta Bożego Narodzenia żołnierzy na obczyźnie, więźniów obozów i jeńców

#ŻycieWCzasieWojny - Święta Bożego Narodzenia żołnierzy na obczyźnie, więźniów obozów i jeńców

Boże Narodzenie dla żołnierzy na obczyźnie, jeńców i więźniów obozów było czasem tęsknoty za rodziną i ojczyzną. Strapienie i często brak wieści od najbliższych kładły się cieniem na sercu, mimo wszystko jednak starali się oni w miarę możliwości godnie uczcić dzień narodzin Chrystusa.

Żołnierze z Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie starali się stworzyć choćby namiastkę atmosfery świąt Bożego Narodzenia. Wielu z nich wiara dawała otuchę i ukojenie w najtrudniejszych chwilach, dlatego też nie zapominali oni o niedzielnej mszy świętej oraz o dzieleniu się opłatkiem w Wigilię. O tym, jak bardzo było to dla nich, ważne świadczą słowa kapitana pilota Polskich Sił Powietrznych Tadeusza Szumowskiego:

Podjęliśmy mocne postanowienie, by spędzić święta w możliwie najlepszy sposób, a pomógł nam w tym nasz oficer wywiadowczy. Był to Anglik, ale rozumiał co nieco po polsku i był nam dobrym przyjacielem. […] Usłyszawszy naszą rozmowę o Wigilii i problemach ze znalezieniem karpia, szczupaka i innych ryb słodkowodnych, pozwolił nam na połów ryb w olbrzymich jeziorach połączonych z morzem na jego posiadłości. […] W brytyjskich siłach zbrojnych zwyczajem jest, że oficerowie podają obiad świąteczny swym podwładnym, ale my celebrowaliśmy Wigilię razem, niezależnie od stopnia, pijąc i śpiewając polskie kolędy pełnym głosem. Byliśmy wprawdzie daleko od domu, ale ta część Anglii stała się Polską na tę jedną okazję i śmieliśmy się i żartowaliśmy, nawet jeżeli był to śmiech przez łzy.

W zdecydowanie gorszej sytuacji byli żołnierze polscy, którzy przebywali w obozach jenieckich zarządzanych przez sowieckie NKWD, gdzie choćby najmniejszy przejaw życia religijnego był zakazany. Pomimo ogromnego ryzyka polscy więźniowie nie zrezygnowali z organizacji Wigilii 1939 r., o czym wspomina ks. Zdzisław Peszkowski, jeden z nielicznych ocalałych z obozu kozielskiego:

Nawet w tamtych trudnych warunkach udało nam się zorganizować święta. Każdy w moim sektorze dostał nawet jakiś malutki podarek. […] Przed dzieleniem się opłatkiem wysyłaliśmy najmłodszego, aby zobaczył, czy już świeci gwiazda. Wśród nocnej ciszy zaczęliśmy Wigilię. Najstarszy z nas przeczytał wyjątek z Pisma Świętego, który odpisałem z mszalika pewnego majora, szczęśliwego posiadacza takiego skarbu, i składaliśmy sobie życzenia. […] Wyjść w nocy nie było wolno… choć tak pięknie było na świecie: nieskalany śnieg, cisza, niebo roziskrzone gwiazdami i myśli, które tylko modlitwą się uskrzydlały.

Wspomnijmy też o więźniach niemieckich obozów koncentracyjnych, dla których okres świąt Bożego Narodzenia był także niezwykle trudny. W 1940 r. więźniowie KL Auschwitz po raz pierwszy otrzymali paczki od swoich rodzin, o czym wspomina Witold Pilecki:

[…] nie żywnościowe! Żywnościowych nie wolno było wysyłać do nas, żeby nam nie było za dobrze. Otrzymano paczkę pierwszą w Oświęcimiu – paczkę odzieżową. Zawierającą rzeczy z góry określone: sweter, szalik, rękawice, nauszniki, skarpetki. Więcej nic przysyłać nie można było. W czyjej paczce była bielizna – szła do worka w „Effektenkammer” pod Nr. więźnia i tam leżała. […] Paczka była jedna – jedyna w roku, na Boże Narodzenie, nie zawierała jedzenia – a jednak była i potrzebna, ze względu na ciepłe rzeczy i miła – bo z domu.

W 1942 r. więźniowie KL Auschwitz po raz pierwszy mogli otrzymać, oprócz paczek z odzieżą, również te z żywnością, wydawane jednak dopiero 6 stycznia, w dniu święta Epifanii (Objawienia Pańskiego), o czym wspomina więzień Stanisław Tomaszewski:

Każdy z nas miał nadzieję, że dostanie z domu paczkę. Ten temat był przedmiotem poapelowych rozmów. Ileż to było opowiadań, jak to się święta obchodziło na wolności w domu. Po każdej takiej rozmowie zawsze byłem bardzo głodny […]. Paczek na święta nie wydano. Dostałem je w pierwszym tygodniu stycznia – w Trzech Króli. Było ich aż pięć, po 20 dag każda. Przy wydawaniu musiałem się podzielić z blokowym i schreiberem. To, co zostało, zjedliśmy z kolegami za jednym posiedzeniem.

Święta w obozie koncentracyjnym były dla więźniów przygnębiające i smutne. Był to czas tęsknoty za najbliższymi, za wolnością oraz normalnym życiem.

Cenimy Twoją prywatność
Używamy opcjonalnych plików cookie, aby zapewnić najlepszą funkcjonalność strony. Jeśli odrzucisz opcjonalne pliki cookie, stosowane będą wyłącznie pliki cookie niezbędne do funkcjonowania strony. Więcej informacji znajduje się w naszej polityce prywatności