#ŻycieWCzasieWojny - Święta Bożego Narodzenia podczas niemieckiej okupacji — Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku

Przejdź do treści
MIIWŚ
  • Wystawa główna10:00 - 18:00
  • Kasy muzeum9:30 - 17:00
  • Czytelnia12:00 - 18:30
Westerplatte
  • Wystawa w ElektrowniDzisiaj zamknięte
  • Kasy muzeumDzisiaj zamknięte
  • Centrum Obsługi Zwiedzających10:00 - 16:00

#ŻycieWCzasieWojny - Święta Bożego Narodzenia podczas niemieckiej okupacji

#ŻycieWCzasieWojny - Święta Bożego Narodzenia podczas niemieckiej okupacji

Boże Narodzenie to jedno z najważniejszych chrześcijańskich świąt. Nie inaczej było na okupowanych przez Niemców ziemiach polskich w czasie II wojny światowej. Dzień narodzin Zbawiciela jednak nabierał także innego znaczenia – poza tym religijnym. W serca uciemiężonych przez okupanta wstępowała wówczas nadzieja, a z nią i radość.

Jednak radości panującej w tym czasie towarzyszyła też troska o godne przygotowanie Wigilii i świąt. Problemem, z którym się mierzono, był przede wszystkim panujący niedostatek, o czym mogą świadczyć chociażby tytuły popularnych wówczas poradników kulinarnych, np. Sto potraw z ziemniaków B. Staweckiej-Stermachowej, 109 potraw oszczędnościowych E. Kiewnarskiej czy Ziemniaki na pierwsze…, drugie…, na trzecie Z. Serotwińskiej. Już od listopada 1939 r. w Generalnym Gubernatorstwie wprowadzono kartki na cukier, następnie na chleb, mięso oraz środki czystości. Zorganizowanie kolacji wigilijnej składającej się z 12 potraw było więc bardzo trudne do zrealizowania. Często składniki dań zastępowano tańszymi zamiennikami, a panie domu wykazywały się w tej kwestii kreatywnością. Ceny karpia, sandacza czy szczupaka były bardzo wysokie, a śledzie były praktycznie niedostępne. Zamiast ryby faszerowanej podawano jej namiastkę na bazie gotowanej soi lub jajek. Wykorzystywano również małe rybki, jak np. stynki. Z zup popularnością cieszył się barszcz oraz grzybowa, do której wykorzystywano zaledwie kilka suszonych grzybów. Jedną z potraw wigilijnych była suszenina. Przepis na 6–8 osób wyglądał następująco:

25 dag suszonych owoców: jabłek, gruszek, jeśli można i śliwek, umyć starannie i namoczyć na noc w zimnej wodzie z paroma łyżkami cukru. Nazajutrz owoce pokrajać i gotować w tejże wodzie, aż zupełnie zmiękną, dodać parę goździków i kawałek cynamonu. Kopiastą łyżkę mąki kartoflanej nalać w zimnej wodzie, wlać do gotujących się owoców, zagotować. Odstawić, aby ostygło. Dosłodzić do smaku zacharyną.

Na świątecznym stole można było odnaleźć również ziemniaki i smażone placki, o czym wspominał m.in. Władysław Bartoszewski: „Apetyt zaspokajano plackami kartoflanymi na oleju lub po prostu kartoflami z surową cebulą (witaminy!). Chude ciasto z kartkową margaryną, w którym jaja zastępowano niekiedy dynią albo proszkiem jajecznym, pełniło obowiązki świątecznego deseru”. Wypiekano również pierniki z marchwią zamiast miodu, a zamiast maku do strucli wykorzystywano to samo warzywo lub soję nasyconą wonnym olejkiem. Bakalie i owoce południowe były natomiast praktycznie niedostępne.

Święta Bożego Narodzenia były również czasem, kiedy na polskich stołach mogła pojawić się prawdziwa herbata z cukrem. Zaopatrzenie rynku w podstawowe artykuły spożywcze duże miasta okupowanej Polski zawdzięczały przede wszystkim szmuglerom. Na czarnym rynku można było dostać mięso czy rybę. Po ulicach krążył nawet dowcip na temat przemytników: „Szmuglerzy to siła nie mniejsza od niemieckiego gestapo, brytyjskiej marynarki, rosyjskiej piechoty i amerykańskiego dolara!”

Pasterka odbywała się o nietypowej porze. Z powodu godziny policyjnej wprowadzonej na ziemiach okupowanych przez Niemców wierni spotykali się w kościele dopiero 25 grudnia o 6 rano. Wiele rodzin celebrowało więc wigilijną wieczerzę aż do świtu, życząc sobie „spokojnych”, a nie „wesołych” świąt.

Elementem kojarzącym się ze świętami jest m.in. drzewko bożonarodzeniowe, którego zdobycie i przystrojenie podczas okupacji było nie lada wyzwaniem. Dawne ozdoby choinkowe często doznawały szwanku na skutek bombardowań, dlatego rodziny korzystały z ich pozostałości lub tworzyły ich prowizoryczne zastępniki. Również drzewka choinkowe były bardzo drogie: „Drzewko świąteczne było tego roku [1939] o połowę mniejsze niż zazwyczaj. Kosztowało kilkanaście złotych, co stanowiło wielokrotność ceny przedwojennej. Na choince zabrakło cukierków w barwnym celofanie i orzechów włoskich zawijanych w sreberko po czekoladzie” – wspomina Wiesław Stradomski.

Prezenty pod choinką były czymś wyjątkowym. Jeśli już jakiejś rodzinie udało się je zorganizować, były to przedmioty bardzo prozaiczne, przydatne w życiu codziennym, czy słodycze, które były towarem luksusowym.

Wiele rodzin spędzało Boże Narodzenie w atmosferze smutku po stracie kogoś z najbliższych, kto zginął w czasie działań wojennych, przebywał w obozie czy na emigracji. Przy wigilijnych stołach pozostawiano wolne, symboliczne miejsca dla nieobecnych. Łamiąc się opłatkiem życzono sobie, aby następne święta spędzić ze wszystkimi bliskimi i w wolnej Polsce. Ponadto w większości domów, o czym wspomina Władysław Bartoszewski, oprócz członków rodziny zasiadali zaproszeni goście: „Stary zwyczaj zapraszania osób samotnych na wieczór wigilijny nabierał wówczas specjalnego znaczenia: akcentu solidarności patriotycznej wobec osieroconych czy też oddalonych od swoich”. Przy stole rozmawiano o doniesieniach i plotkach wojennych oraz opowiadano dowcipy polityczne.

Cenimy Twoją prywatność
Używamy opcjonalnych plików cookie, aby zapewnić najlepszą funkcjonalność strony. Jeśli odrzucisz opcjonalne pliki cookie, stosowane będą wyłącznie pliki cookie niezbędne do funkcjonowania strony. Więcej informacji znajduje się w naszej polityce prywatności