Skip to main content

Śmigło PWS-16bis w Muzeum Westerplatte

12.10.2016

Do zbiorów Muzeum Westerplatte i Wojny 1939 trafił kolejny cenny zabytek sprowadzony z Niemiec. Po niedawno pozyskanej szabli wz. 34, która zapewne została zabrana jako pamiątka przez niemieckiego żołnierza z wrześniowego pobojowiska do muzeum trafiło drewniane śmigło od polskiego samolotu łącznikowego PWS-16bis.

W latach 1935-1936 zbudowano łącznie 20 samolotów PWS-16bis. Kilka z nich sprzedano zagranicę. Nie wiadomo jaką ilością egzemplarzy tego typu samolotu Wojsko Polskie dysponowało podczas Wojny 1939 roku. Przed wojną samoloty PWS-16bis służyły do celów pomocniczych, a m.in. w 1937 r. samoloty tego typu były używane do holowania szybowców przez polską ekipę na Międzynarodowych Zawodach Szybowcowych w Rhon-Wasserkuppe, gdzie Polacy wygrali w dwóch konkurencjach.

Wiemy, że jeden PWS-16bis, którego pilotował kpt. Piorunkiewicz, był wykorzystywany w plutonie lotniczym Samodzielnej Grupy Operacyjnej „Polesie” gen. Kleeberga do zwalczania wojsk niemieckich w ostatniej bitwie Wojny 1939 roku – pod Kockiem. 4 października 1939 r. został uszkodzony i definitywnie uziemiony. Następnego dnia gen. Kleeberg skapitulował – powiedział w rozmowie ze „Strefą Historii” Mariusz Wójtowicz-Podhorski, pełniący obowiązki dyrektora Muzeum Westerplatte i Wojny 1939.

Dyrektor Muzeum Westerplatte zwraca uwagę na ciekawy splot okoliczności: śmigło trafiło do Muzeum 4 października, w rocznicę ostatniego lotu PWS-16bis w 1939 roku. Prawdopodobnie był to ostatni samolot jaki używało Wojsko Polskie w Wojnie 1939. Stąd też pozyskane śmigło będzie cennym eksponatem zamykającym wystawę poświęconą walkom w obronie Ojczyzny w 1939 roku, w tym walkom polskich lotników.

Drewniane śmigło o rozpiętości aż 260 cm jest jednym z zaledwie trzech znanych zachowanych śmigieł do samolotu tego typu. Być może istnieją jeszcze dwa-trzy w prywatnych kolekcjach lub zachowanych jest kilka przepołowionych śmigieł. Tak było bowiem łatwiej je transportować i eksponować.

W sprowadzenie zabytkowej pamiątki do Polski bardzo mocno zaangażowany był dyrektor Muzeum Westerplatte Mariusz Wójtowicz-Podhorski:

Na pewno cała akcja odszukania, pozyskania i sprowadzenia do Polski tego cennego zabytku nie udałaby się, gdyby nie pomoc i zaangażowanie nie tylko pracowników naszego muzeum, ale i kolekcjonera pana Szymona Puchalskiego oraz wiceministra kultury pana Jarosława Sellina. Nie ukrywam, że do takich operacji podchodzę emocjonalnie i „polowanie” na polskie pamiątki i ich sprowadzanie do Polski sprawia mi ogromną satysfakcję i radość – mówi dyrektor Muzeum Westerplatte.

Śmigło wykonane z najwyższej jakości drewna jesionowego zostało wyprodukowane w słynnej wytwórni śmigieł „Szomański i S-ka S.A.” w Warszawie. To tam m.in. zaprojektowano śmigło do legendarnego polskiego myśliwca PZL P.11c, a także wielu innych udanych polskich konstrukcji lotniczych. Na pozyskanym śmigle świetnie zachowały się obydwie kalkomanie z logo producenta z napisem „Ikar Warszawa”, a także napisy z nazwą producenta, typem śmigła i stemple odbioru i kontroli jakości. Śmigło pokryte jest słynną „tajemniczą chińską laką”, która dawała doskonale zwartą, spójną i gładką powierzchnię w matowym kolorze nie dającym odblasków oślepiających pilota. Przedwojenne próby wykorzystania lakieru syntetycznego polskiej produkcji niestety nie powiodły się i nigdy nie uzyskano tak wytrzymałej powłoki jaką tworzyła „chińska laka” firmy „Tonkilaque”, którą pokryte jest śmigło.
- Z „chińską laką” w firmie „Szomański” wiąże się ciekawa historia – dodaje Mariusz Wójtowicz- Podhorski – Firma produkowała początkowo śmigła na licencji francuskiej firmy „Integrale–Chauviere”, które pokrywane były lakierem firmy „Tonkilaque”, zwanym w Polsce właśnie „chińskim lakiem”. Za nakładanie lakieru w firmie „Szomański” był odpowiedzialny przedstawiciel firmy „Chauviere”, chińczyk Ma-Wei- Li. Funkcjonował bowiem w Europie mit, że szkodliwe opary lakieru szkodzą Europejczykom, a w ogóle nie działają na Azjatów. Mit upadł, gdy okazało się, że chiński majster tak jak polscy lakiernicy, uskarża się na obrzęki, swędzenie rąk i puchnięcie twarzy.
To już drugie śmigło, które trafiło w ostatnim czasie do Muzeum Westerplatte dzięki Mariuszowi Wójtowiczowi-Podhorskiemu. Pierwszym była odnaleziona w świetnym stanie w piwnicy domu w Inowrocławiu łopata śmigła bombowca nurkującego Junkers Ju-87 Stuka, która wzbogaci przyszłą ekspozycję poświęconą ciężkiemu bombardowaniu lotniczemu Westerplatte w dniu 2 września 1939.

Dyrektor Muzeum Westerplatte i Wojny 1939 zapowiada, że to nie ostatni zabytek związany z Wojskiem Polskim II RP, który wróci do Ojczyzny i będzie w przyszłości eksponowany na Westerplatte. Mariusz Wójtowicz-Podhorski znany jest w środowisku miłośników polskiej historii m.in. z akcji sprowadzenia do Polski ze Szwecji i Finlandii m.in. armaty wz. 1902 z 1917 r., którą wcześniej nie dysponowało żadne polskie muzeum, a także armat ppanc wz. 1936, lufy moździerza wz. 1931, wielu elementów porcelany z Kasyna Oficerskiego i Kasyna Podoficerskiego na Westerplatte, czy uchronienia od wywiezienia z Polski do Niemiec i pozyskania dla zbiorów Muzeum Westerplatte jednego z zaledwie pięciu zachowanych samochodów Polski Fiat 508/II. Mariusz Wójtowicz-Podhorski wyjaśnia: 
- Do Niemiec trafiło wiele cennych przedmiotów związanych z WP II RP, które w 1939 roku zabierano z Polski na pamiątkę. Są one w świetnych stanach i od kilkunastu lat zza zachodniej granicy przywozi się bardzo wiele wojennych pamiątek z 1939 r. Mam nadzieję, że wkrótce będziemy mogli powiększyć zbiory Muzeum Westerplatte o kolejne unikatowe zabytki sprowadzone z zagranicy. Wszystkie polskie pamiątki powinny wrócić do Polski, nie tylko te z Wojny 1939 roku.

Na zdjęciu: Samolot PWS-16bis w wersji cywilnej. Przy samolocie stoi konstruktor tego samolotu inż. August Bobek-Zdaniewski.